|
Moje świadectwo
Myślę, że już w dzieciństwie zacząłem szukać Boga. Na niedzielnych
nabożeństwach starałem się uważnie wsłuchiwać w treść kazania.
Później próbowałem stosować to co usłyszałem w swoim
życiu. Jednak rezultaty tych usiłowań były mizerne: im bardziej się
starałem tym bardziej byłem sfrustrowany. Moje życie było
zaprzeczeniem mocy, którą - jak myślałem - powinien mi dać
kochający Bóg. A ja ciągle nie potrafiłem znaleźć sobie
miejsca w życiu i rozpaczliwie szukałem akceptacji u innych ludzi.
Przez cały ten czas, mimo moich wysiłków mających na celu
dosięgnięcie Bożych standardów dotyczących świętego życia, nie
mogłem powiedzieć, że gdybym umarł byłbym zbawiony. Rodziło to
dodatkowe frustracje, ponieważ nie potrafiłem znaleźć wyjścia z tej
sytuacji.
W czwartej klasie liceum, po wielu próbach zbliżenia się do
Boga, byłem już na progu decyzji o odrzuceniu tego wszystkiego w co
dotąd wierzyłem. Moje rozumowanie było następujące: Po co mam
przestrzegać przykazań oraz innych zaleceń dotyczących
chrześcijańskiego życia, po co mam chodzić do kościoła i wierzyć w to
wszystko o czym tam się mówi skoro mimo moich najszczerszych
wysiłków nie doświadczam w życiu Bożej miłości. Wtedy, gdy
byłem już na krawędzi poddania się i odrzucenia Boga usłyszałem
dzięki mojemu klasowemu koledze ewangelię; ewangelię, czyli Dobrą
Nowinę o tym, że zbawienie mogę otrzymać przez osobistą decyzję wiary
i oddanie całego mojego życia Jezusowi. Jednak nie od razu podjąłem
taką decyzję. Słyszałem już wprawdzie wcześniej, że jesteśmy zbawieni
przez wiarę, ale nic nie słyszałem o konieczności podjęcia decyzji
oddania Jezusowi swojego życia. Myślę, że źle rozumiałem wtedy
znaczenie słowa wiara; dla wielu ludzi słowo to oznacza wewnętrzne
przekonanie o tym, że Bóg istnieje. Takie przekonanie miałem
już wcześniej, ale wcale nie mogłem powiedzieć, że będę zbawiony. W
Biblijnym znaczeniu wiara, która zbawia to zaufanie Bogu,
które prowadzi do decyzji oddania mu swojego życia. Taką
konkretną decyzję wiary podjąłem nieco później, gdy pojechałem
do kolegi mieszkającego w Heidelbergu w Niemczech. Ponieważ miałem
tam dość dużo wolnego czasu, zacząłem czytać Biblię. Czytanie
rozpocząłem od nieco mniej znanej księgi: Księgi Przysłów.
Czytając tę księgę zacząłem sobie uświadamiać jak bardzo moje życie
odbiega od Bożego ideału. Nie było to jednak jakieś bardzo ogólne
przeświadczenie o swojej grzeszności. Uświadomiłem sobie wtedy
konkretne grzechy, które popełniałem w moim codziennym życiu.
Zrozumiałem także, że potrzebuję przebaczenia i Bożej mocy do zmiany
swego życia. Wtedy właśnie oddałem Jezusowi całe moje życie - nawet
te dziedziny, w których wcześniej chciałem sobie samemu
zostawić prawo do podejmowania decyzji.
Zaraz po moim nawróceniu pojawiło się we mnie silne pragnienie
poznawania Słowa Bożego i stosowania go w życiu. Także sama Biblia z
tajemniczej księgi napisanej nieco archaicznym językiem stała się dla
mnie "żywym słowem", które sprawdza się w
rzeczywistości i zmienia ją. Zmiany w moim życiu następowały bardzo
szybko. Jezus rozwiązał problem nie zadawalających mnie relacji z
innymi ludźmi. Odtąd mogę cieszyć się wieloma trwałymi przyjaźniami -
moje poczucie wartości nie jest już zależne od akceptacji innych
ludzi. Po nawróceniu mam w końcu pokój z Bogiem. Teraz
mogę powiedzieć, że jest On moim przyjacielem - mam pewność Jego
opieki i widzę realne działanie Boga w moim życiu.
A jak jest dzisiaj? Przez cały czas poznaję Boga. Uczę się jak żyć
chrześcijańskim życiem i jak służyć mojemu Zbawcy. Moje nawrócenie
nie oznacza, że przestałem być grzeszny, dlatego też zdarza się, że
upadam, ale Bóg jest wierny swoim obietnicom zawartym w Biblii
i znowu mnie wyciąga z kłopotów, w które wpadam przez
własne nieposłuszeństwo.
Marcin Kuszczak
|
|